Wzgórze Nadziei

Tam gdzie od równin o Karpat drogi
Znany ojczysty uderza wiatr
Na strome wzgórze skieruj swe nogi
Tam Cię przywita cudowny kwiat

Strzelista wieża z białymi mury
W jaskrawym słońcu wysoko lśni
Kiedy skierujesz swój wzrok do góry
Serce nadzieja napełni Ci

Tam słodkie lice najlepszej z Matek
Ciepłe spojrzenie rozsiewa w krąg
Pomna na prośby wiernych swych dziatek
Spływają łaski z jej hojnych rąk

Na wzgórze Bobrek przez długie wieki
Zawsze ochoczo pośpieszał lud
Aby się schronić po płaszcz opieki
I niejednego uzdrawiał cud

Długie są dzieje owego wzgórza
Cmentarz pradziadów naszych tu był
Na nim kaplica, zaś u podnóża
Rzeczka swe wody gnała co sił

Rzeczka Isełką była nazwana
Zaś ponad dolnym biegiem jej wód
Wznosił się zamek rycerza pana
Z Ligęzów możnych był jego ród

Na owym zamku (skąd nie wiadomo)
Ten skarb nad skarby ukryty był
Obraz Maryi z Synem w ramionach
Co do dziś wszystkim dodaje sił

Ligęza kochał Niebieską Matkę
Sam od niej wiele doznawał łask
Dla niej zbudował Kaplicę-chatkę
Na owym wzgórzu gdzie cmentarz-las

Lecz choć ubogie Matki mieszkanie
Niczym stajenka gdzie zrodzon syn
Kto przed Matuchną w potrzebie stanie
Temu Matuchna ociera łzy

I wielu wiernych przed ołtarz zmierza
Wielu przekracza kaplicy próg
Lecz brak kapłana, nie ma pasterza
By sakramentu udzielić mógł

Więc zakonników Ligęza wzywa
By od tej pory ubogi lud
Mógł się przez spowiedź z Bogiem zjednywać
I w Eucharystii nasycać głód

Ale niedługo ojcowie drodzy
Nieśli posługę owieczkom swym
Albowiem byli bardzo ubodzy
I utrzymania zabrakło im

Nową myśl zatem powziął kolator
By świeckich księży umieścić znów
I różne dobra poświęcił na to
Wiele chwil swoich i wiele słów

I zamieszkali trzej prebendarze
Na owym wzgórzu jak niesie wieść
By podczas dobrych czy też złych zdarzeń
Mogli posługę kapłańską nieść

Niedługo potem Ligęzę raczył
Przed swe oblicze powołać Bóg
Dziedzictwo jego wziął syn Achacy
I owe dzieło pomnażać mógł

I syn z niemniejszą od ojca troską
Skromny przybytek otaczać chciał
Aż dnia jednego za wolą Boską
Bardzo się dziwny przypadek stał

Gdzie w dolnym biegu Isełka płynie
Z zamku odgłosy lamentów, łkań
Bo śmierć zagraża małej dziecinie
Ciężkie konwulsje zstąpiły nań

Lęk i żal dławi bliskich mu ludzi
Matka z rozpaczy rwie z głowy włos
Na próżno nad nim medyk się trudzi
Syna rodzicom zabrać chce los

Spojrzy Achacy na swoje dziecię
Dusza już z ciałem żegnać się chce
Jak ją zatrzymać? Ach mamy przecież
Matkę na wzgórzu, tam trzeba biec

Porwano dziecię i już po chwili
Leży półmartwe u Panny stóp
Rodzice klęcząc głowy spuścili
A ojciec w myślach układa ślub

Jeśli mi Panno dziecię zachowasz
I uzdrowienia dozna z twych rąk
Będę się starał ażeby nowa
Świątynia wzrosła na chwałę Twą

Taką to ojciec dał obietnicę
A kapłan świętą odprawia mszę
Gdy wznosi Hostię dziecięcia lice
Jakby rumieńsze stawało się

Zamknięte dotąd wznosi powieki
Wzdycha głęboko unosząc skroń
Bądź pozdrowiona Panno na wieki
Ciężką chorobę zgniotła Twa dłoń

Hołdy Królowej wznoszą rodzice
Że przez nią cudu dokonał Bóg
A ojciec prosi by obietnicę
Złożoną wcześniej wykonać mógł

Zatem niedługo majstrów wezwano
A lud pośpieszył z pracą swych rąk
Z pomocą Bożą wnet usypano
Tęgi fundament pod Boży dom

Nazbyt obszernie go planowano
A jak wiadomo czas ciężki był
Część fundamentów więc zasypano
Z braku funduszu i ludzkich sił

Lecz ciągły wozy, woły i konie
Aż łoskot echem oddawał bór
Dźwigały głazy żylaste dłonie
Powoli w górę wznosił się mur

Lat dziesięć przeszło nim kościół nowy
Z kamieni z cegły na wzgórzu stał
Był bardzo skromny, jednonawowy
I dwie kaplice po bokach miał

Wyrósł pod Panny Najświętszej okiem
Pośród dziejowych wichrów i burz
Nie było nad nim wieży wysokiej
Lecz był nadzieją dla wszystkich dusz

Więc doń lud prosty jak i panowie
Jęli się garnąć z modlitwą wnet
Bo był czas nędzy, Ojczyznę bowiem
Podkutym butem podeptał Szwed

Mimo klęsk owych i zmagań wielkich
Jakie przynosił historii czas
Wnętrze świątyni od ozdób wszelkich
Coraz to większy rozjaśniał blask

Mijały lata szumiały knieje
Wiele Isełką spłynęło wód
I wzgórza też się zmieniały dzieje
Z czasem zaginął Ligęzów ród

I tylko uśmiech Bogurodzicy
W ramach obrazu niezmienny był
Licznie garnęli się doń pątnicy
Przynosząc swoją radość i łzy

Aż znów nadciągły chmury burzowe
Nad kraj niewoli nadeszły dni
Butni zmówili się monarchowie
Dzieląc Ojczyznę na części trzy

Zrazu w świątyni nie było trwogi
Wierni jak zawsze ciągnęli doń
Aż dnia jednego zaborca srogi
Swą świętokradzką wyciąga dłoń

O przebacz winę Królowo Święta
Że Twój przybytek bezcześci wróg
Z Twego obrazu sukienka zdjęta
Co darem była od wiernych sług

I inne przodków bogate dary
Dane Królowej przez wdzięczność swą
Wśród płaczu wiernych drwiąc z Bożej kary
Nikczemną ręką ciemiężca zdjął

Tak to mijały czasy niewoli
Wciąż się świątyni pogarszał stan
Płakali wierni w swej ciężkiej doli
Aż wreszcie nowy zjawił się pan

Zamek Ligęzów świetnym uczynił
Nieznany dotąd blask dodał mu
Nakazał także remont świątyni
Pannie Najświętszej nie szczędził dóbr

Choć musi znosić Ojczyzna męki
Pieczę nad ludem Królowa ma
Oddala głody, mory, udręki
Bo ludzkie troski i smutki zna

Aż się zrodziła wreszcie nadzieja
Że zrzuci jarzmo niewoli kraj
Jak po zimowych mrozach, zawiejach
Powraca zwykle wiosna i maj

Za wszystkie łaski swojej Królowej
Wierny lud wdzięczność okazać chce
Pragnąc by Matki i Syna głowy
Złote korony zdobiły dwie

Lecz się nadzieja nie spełnia łatwo
Bo nowa wojna ogarnia świat
Zadrżała ziemia pod wierną dziatwą
I puka nędza do wiejskich chat

Nad wzgórzem wrogie świstają kule
Wokoło słychać bagnetów zgrzyt
Znów naród cierpi męki i bóle
Lecz z nich wolności rodzi się świt

Już biały orzeł skrzydła rozwija
Wolność to Boskiej Królowej dar
Lecz nim wojenna pożoga mija
Zamek nad rzeczką pochłania żar

Nad zboczem wzgórza także została
Pamiątka tamtych okrutnych dni
Kula co w ołtarz godzić chciała
W drzewie akacji po dziś dzień tkwi

Minęły burzy wojennej grzmoty
Nadszedł spełnienia nadziei czas
I święty obraz zabłysnął złotem
Koronowany za krocie łask

Lecz nie spał szatan, wąż jadowity
I skusił duszę bezbożną, złą
Z chciwości ludzkiej zrobił użytek
Korony święte zły człowiek zdjął

Srogie on musiał przechodzić lęki
Skoro porzucił bezcenny łup
Zapewne słyszał swej duszy jęki
Gdy jego ciało pochłonie grób

A zatem znowu zabrzmiały dzwony
Zwiastując radość dla wiernych dusz
Bo powróciły złote korony
By zdobić obraz na zawsze już

Nadeszła w dziejach chwila spokojna
Dla wiernych zwykły codzienny trud
Aż znów wybuchła straszliwa wojna
I ziemię deptał germański but

Tych klęsk i cierpień nikt nie wypowie
Życie pożegnał niejeden druh
Na naszym wzgórzu, wzgórzu nadziei
Patriotyczny zrodził się duch

Gdy upragniony spokój powrócił
Nastąpił wcześniej nieznany ład
Co się bezbożność starał narzucić
I trwał w Ojczyźnie przez wiele lat

Lecz było jedno święto nad święta
Choć spadł na wzgórze rzęsisty deszcz
Ten dzień niezwykły wielu pamięta
Bo słowo Boże głosił nam wieszcz

W półwieczną koronacji rocznicę
Wieszcz ten udzielał nauk i rad
Dziś on Piotrową dzierży stolicę
A jego słowo odmienia świat

Podczas narodzin nadziei nowej
Lud znów za łaski chcąc oddać cześć
Swojej najlepszej Matce Królowej
Zapragnął wieżę wysoką wznieść

Popatrz Matuchno, tak jak przed laty
Znów szczęk i łoskot niesie się w dal
Dźwiga w technikę Twój lud bogaty
Zamiast kamieni beton i stal

Spod czułych spojrzeń Twojego oka
Pośród zielonych lasów i gór
Wyrosła owa wieża wysoka
Co krzyżem sięga prawie do chmur
Bieleją w słońcu świątyni mury
I echo dzwonów niesie się w dal
I znany uśmiech Matuchny, który
Łagodzi wszelki smutek i żal

O Święta Panno, dziś się nie uda
Przypomnieć wszystkich dzieł Twoich rąk
Bo wspominając łaski i cuda
Trzeba by wiele zapisać ksiąg

Nigdy nam Matko nie szczędź opieki
Do Ciebie woła Twych dziatek głos
Otul nas płaszczem tak jak przed wieki
Gdy znów nadejdzie ciężki zły los

 

Historia parafii oraz obraz

historia parafii oraz obraz

Dróżki różańcowe

drozki rozancowe

Odpusty parafialne

odpusty parafialne

Informacje dla pielgrzymów

inf dla pielgrzymow

­